SELENA's POV
Usiadłam z Shawnem przy barze. Zamówiliśmy pierwszą kolejkę. Muzyka była tak głośna, że nie mogłam usłyszeć słów które wypowiadał w moją stronę, chociaż wyraźnie ruszał ustami. Przybliżyłam się lekko do niego, by go zrozumieć, a do moich nozdrzy dotarł zapach naprawdę bardzo kuszących perfum. Delikatnie zaciągnęłam się powietrzem, a on uśmiechnął się w moją stronę, gdy zauważył co robię. Zaczerwieniłam się i ukryłam twarz we włosach.
- Zatańczymy? - zapytał Shawn widząc moje zawstydzenie - Lubię tą piosenkę.
- Um, jasne - powiedziałam dopijając do końca swojego drinka i wstałam z drewnianego stołka barowego, a następnie poprawiłam swoją bluzkę. Przejechałam palcami po mojej grzywce, która z lekkością opadała na moje czoło.
Poszliśmy na środek parkietu przedzierając się przez tłum ciał dziewczyn, które wyglądały bardzo zdzirowato oraz chłopaków bez koszulek. Gdy się przypatrzyłam, zauważyłam, że źrenice większości z nich były rozszerzone, a pozostali byli przesiąknięci zapachem marihuany. Znaleźliśmy sobie miejsce. Zaczęłam poruszać biodrami, zaś Shawn objął moją szyję swoimi potężnymi dłońmi. Alkohol zaczynał buzować w moich żyłach, więc moja pewność siebie wzrosła. Mój oddech przyspieszył, a ręce kleiły się do odkrytego brzucha. Po kilku piosenkach brunet poszedł po coś do picia, a ja usiadłam na skórzanej sofie w rogu sali. Wrócił po chwili i z nieziemskim uśmiechem podał mi czerwony kubek.
- Mam nadzieję, że drink nie będzie zbyt mocny - powiedział, a jego uśmiech nie schodził z twarzy.
- Mhm, dziękuję - odpowiedziałam spoglądając na mętny napój, który trzymałam w dłoni - Usiądziesz?
Shawn jedynie skinął głową, a następnie wykonał moją prośbę. Znowu mogłam poczuć jego zapach. Chwilę później spojrzał się przed siebie, więc mogłam dostrzec jego kolczyk, który zrobiłam kilka dni wcześniej. Jego oczy zaświeciły się wyraźnie, a usta otworzyły się z wrażenia. Poderwał się na równe nogi, które były opięte przez czarne jeansy. Przeciskając się pomiędzy ludźmi dobiegł do wejścia baru. Potrząsnęłam lekko głową, bowiem nie mogłam uwierzyć w to, co się teraz działo.
- Co do cholery... - zaniemówiłam. Brunet wyjmował właśnie telefon ze swojej kieszeni uśmiechając się zalotnie do wysokiej, skąpo ubranej blondynki. Widziałam, jak szeptał jej coś do ucha, a na jej twarzy pojawił się uśmiech - dziwka - szepnęłam do siebie. Poprawiłam grzywkę, która opadła mi na oczy, a gdy spojrzałam w miejsce, w którym stali, już ich nie zobaczyłam.
Zabrałam swoje rzeczy, jak tylko poczułam, że łzy napełniały moje powieki. Wybiegłam z klubu, czego nie ułatwiły mi wysokie obcasy. Było mi przykro tylko i wyłącznie z jednego powodu. Shawn chcąc czy nie chcąc, możliwe nawet, że pod wpływem impulsu zranił moje ego. Poczułam się w tamtym momencie jak piąte koło u wozu. Stanęłam przed wejściem do baru i wyjęłam komórkę, by zadzwonić po taksówkę, która przyjechała kilka minut później. Wsiadając do niej zobaczyłam znajomego mi chłopaka. Wydaje mi się, że nazywał się Luke. Spojrzał na moje ubranie jednocześnie przygryzając wargę przebitą czarnym kolczykiem. Poczułam jak się rumienię i wydaje mi się, że można było to zauważyć nawet w słabym, ulicznym oświetleniu. On tylko uśmiechnął się pokazując zęby i odpalił silnik samochodu.
Zamyśliłam się, gdy tylko wsiadłam do taksówki. Nie byłam już smutna, ale zła. Nie rozumiałam, dlaczego Shawn potraktował mnie w ten sposób. Sam zaproponował spotkanie i nie wydaje mi się, by w planach była jeszcze jedna osoba na naszej 'randce'. Zaczęłam myśleć, że chciał wykorzystać mnie tylko do jednego celu. Był to jedyny powód, dla którego cieszę się, że ten dzień tak się skończył. Co do tamtej dziewczyny, wydawała mi się znajoma. Tak jakbym już ją kiedyś widziała. W sumie trudno byłoby nie kojarzyć tych sztucznych rzęs i cycków, oraz doczepianych, tlenionych włosów. Na początku spotkaniu nie wydawało mi się, by Shawn gustował w takich laskach, ale widocznie się myliłam.
Dopiero kilkanaście minut później przypomniało mi się, że nawet nie podałam kierowcy swojego adresu.
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego pytająco.
Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na niego pytająco.
- Ja nie mieszkam tutaj. Jedziemy w zupełnie inną stronę - zdziwiłam się. Z mojej twarzy można było wyczytać strach. Niby chodziłam na siłownię i grałam w koszykówkę z Seanem, ale bez przesady! Nie dałabym sama rady prawie dwumetrowemu chłopakowi.
- Spokojnie, jedziemy na prawdziwą imprezę. Chyba nie bawiłaś się za dobrze z tym em... - Luke zawahał się - delikwentem, Shawnem.
- Znasz go? - zaciekawiłam się.
- Można tak powiedzieć, wpadaliśmy czasami na siebie w pewnych miejscach. Nie rozmawiajmy o tym - jego twarz zrobiła się nagle zupełnie poważna. Zaczęłam bać się cienia, który padał na jego twarz. Moje wątpliwości rozwiał uśmiech, który chłopak chwilę później posłał w moją stronę - Nie bój się mnie, Selena.
- Skąd w ogóle wiesz jak się nazywam? Nie wydaje mi się, bym się przedstawiała - blondyn coraz bardziej zaczynał mnie przerażać.
- Gdy szukałem tatuażysty, na portalu było twoje zdjęcie i imię. Wyluzuj, naprawdę nie mam zamiaru zrobić ci niczego złego. W każdej chwili mogę odwieźć cię do domu. Wystarczy, że podasz adres - analizując jego słowa, zdałam sobie sprawę, że wyjdę na lekkomyślną jeśli zgodzę się jechać z nim, ale czego się nie robi dla zabawy?
Kiwnęłam głową, co miało wyrazić zgodę na imprezę z Lukiem i jego znajomymi, ale on jedynie rozpromienił się i ponownie przygryzł swoją dolną wargę. Chwilę później wjechaliśmy na strzeżony parking na Mannhatanie, który należał do wysokiego budynku. Wyglądał on bardziej jak biuro, niż klub.
Po przejściu przez marmurowe schody, skierowałam się z Lukiem do szklanych drzwi. Gdy weszliśmy, oddałam swoją kurtkę do faceta, który pilnował ubrań uczestników imprezy. Bardzo nudna praca, pomyslałam. Patrzysz na wszystkie bawiące się osoby, a ty nie możesz z tym nic zrobić. Alkohol jest na wyciągnięcie twojej ręki, ale ty musisz siedzieć i pilnować płaszczy ludzi, którzy najprawdopodobniej i tak ich zapomną i będą musieli wracać tutaj po kilku dniach. Poza tym dlaczego sami nie mogą odłożyć swoich kurtek? One raczej nie uciekną.
Luke wziął mnie pod rękę, bym się nie zgubiła. Podeszliśmy do grupki ludzi, w których mogłam dostrzec chłopaka, który miał czarne włosy, oraz promienny uśmiech. Kolejny nosił okulary, jego jasnobrązowe włosy były potargane oraz miał dołeczki. Dołeczki na policzkach. Rozumiecie moje szczęście? Otrząsnęłam się, gdy zauważyłam olbrzymią dłoń pierwszego z nich przed moją twarzą.
- Hej, przystojniak, co nie? - zapytał brunet z sarkazmem - Spokojnie, tylko żartuje - dodał widząc niesmak na mojej twarzy. Chłopak w okularach rzeczywiście był atrakcyjny, ale szczerze mówiąc widziałam lepszych. Ekhm dupek Shawn ekhm - Jak masz na imię?
- Selena - odparłam krótko.
- On nazywa się Ashton. Lubisz green day? - spytał brunet.
- Tak, uwielbiam ich - odpowiedziałam szczerze.
- On też. Pójdzie z tobą na koniec świata, jak mu o tym wspomnisz - zaśmiał się - Ale to raczej nie będzie potrzebne patrząc na twój em... - zawahał się i wyraźnie mnie obczaił - wygląd. Jestem Calum, tak w ogóle.
- Miło mi - odparłam trochę z przymusu.
Mój wzrok chwilę później ej padł na czerwonowłosego chłopaka, który obściskiwał się z Lukiem. Nie było to zwykłe, przyjacielskie przytulenia na powitanie, ale wtulanie się w jego bok. Blondyn na początku był speszony, ale pózniej odwzajemnił gest człowieka z włosami w kolorze wina.
- Luke jest gejem? - spytałam zdziwiona Caluma.
- Mówi, że nie, ale wszyscy widzimy jak Michael na niego patrzy, a Lukey robi to samo. Myślę, że po prostu lubi dziewczyny i chłopców - ach, czyli ten chłopak w czerwonych włosach to Michael, skojarzyłam. Kąciki ust Caluma uniosły się ku górze, gdy o nich wspominał - Lepiej nie załaź Mike'owi za skórę. Jest bardzo zazdrosny.
- Um, okej. Rozumiem.
Gdy Calum zniknął chwilę po naszej rozmowie w tłumie swoich znajomych, zaczęłam się bawić. Tańczyłam z kilkoma napotkanymi chłopakami, oraz sporo wypiłam. Uśmiech nie schodził z mojej twarzy, a ja zapomniałam o wszystkich problemach. Słabsze oceny, nieudane randki i fałszywi znajomi odeszli w dalszą część w mojej głowie. W tym momencie liczyło się tylko zapomnienie, którego tak bardzo pragnęłam tego wieczoru.
1242 słowa
wattpad: mallwwina
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz